środa, 14 czerwca 2017

Relacja: VfL Bochum - Arminia Bielefeld (7.05.2017)

Przed meczem z Arminią do zapewnienia sobie ligowego bytu, nasi zawodnicy potrzebowali zaledwie jednego punktu. Na wyjazd i wsparcie drużyny w tym ważnym spotkaniu zdecydowaliśmy się jednak kilka tygodni wcześniej, gdy sytuacja w tabeli oraz oraz osiągane wyniki nawet w najmniejszym stopniu nie zwiastowały tak komfortowej sytuacji przed zakończeniem sezonu.

Około miesiąca przed tym wydarzeniem wysyłamy do Bochum informację z prośbą o zaklepanie dla nas czterech wejściówek. Po ustaleniu terminu meczu, ugadujemy datę wyjazdu i w nocy z soboty na niedzielę ruszamy w kierunku Niemiec. Na granicy w trakcie jednego z postojów postanawiamy sprawdzić swoje zdolności wokalne. Nasza obecność szybko przyciąga zainteresowanie miejscowych służb, które nie spuszczają wzroku z naszej fury do momentu opuszczenia parkingu. Pozostała część trasy przebiega bez większych atrakcji, z małymi przerwami na toaletę i rozklejanie vlepek.
W Bochum meldujemy się chwilę po siódmej. Po szybkim śniadanku ogarniamy bilety i udajemy się na wspólne piwko. Po stadionem spotykamy dobrego znajomego, co kończy się kolejnymi procentami. Na mecz udajemy się wspólnie z Fanclubem "Blue White Brotherhood", wielkie dzięki za gościnę! Wywieszamy flagę i zajmujemy miejsca w dolnej części Ostkurve. Spotkanie zaczyna się od szybko straconej bramki, na którą nasz zespół w pierwszej połowie nie był w stanie odpowiedzieć. Po przerwie przez większość czasu Niebiesko-biali dominowali na boisku, a wyrównać udało się dopiero w samej końcówce. Obie drużyny podzieliły się punktami, dzięki czemu VfL zapewnił sobie utrzymanie w 2. Bundeslidze, a Arminia o ten cel musiała walczyć aż do ostatniej kolejki.
Niedzielne derby przyciągnęły na stadion niecałe 18500 widzów. Oprócz standardowego oflagowania naszą trybunę przyozdobiły dwa transparenty i płótno "Eingetragener Verein" z herbem. Doping tylko momentami stał na dobrym poziomie.
Natomiast dobre wrażenie po sobie pozostawili fani Arminii, którzy tego dnia pojawili się na Ruhrstadion w przyzwoitej liczbie i przez cały mecz głośno się bawili. Dobrze oflagowany sektor gości oraz kibice ubrani w jednakowe koszulki dały całkiem przyzwoity efekt. Jak na derby przystało nie zabrakło także obustronnej wymiany uprzejmości.
Po spotkaniu jeszcze chwilę zostajemy pod stadionem, a następnie udajemy się do miasta by zjeść coś ciepłego. Dopinamy na ostatni guzik sprawę hotelu i z powrotem wracamy na Bermudę, gdzie przy wspólnym piwku balujemy do wieczora.
W poniedziałek z rana serwujemy szybkie śniadanie i odbieramy ziomala. Spod stadionu zabieramy wszystko co nasze i ruszamy w drogę powrotną. Przed godziną 19 meldujemy się na miejscu. Do następnego!

0 komentarze:

Prześlij komentarz